Kontrolowany przypadek

Przez lata pracy z przędzami wydziergałam swój własny styl, który nazywam „Kontrolowanym Przypadkiem”.

Jest to sposób, w jaki tworzę dzianiny, ale jest w nim również kawałek mojej filozofii życiowej i sposobu, w jaki obserwuję świat.

Bo od dawna fascynuje mnie pewne zjawisko.

Spójrz na rzekę widzianą z góry. Potem na błyskawicę przecinającą niebo. Na gałęzie drzewa. Żyłki liścia. Albo na żyły widoczne pod skórą Twojej dłoni.

To przecież zupełnie różne rzeczy. A jednak ich rysunek jest zaskakująco podobny.

Główna linia rozdziela się na mniejsze, te na kolejne i kolejne. Powstaje charakterystyczna rozgałęziona forma. Niby za każdym razem ją rozpoznajemy, ale nigdy nie jesteśmy w stanie przewidzieć dokładnie, którędy pobiegnie następna odnoga.

I właśnie ten fenomen zaczęłam nazywać Kontrolowanym Przypadkiem.

Bo to, co widzimy, nie jest ani całkowicie przypadkowe, ani całkowicie zaplanowane.

Na przykład drogę rzeki wyznaczają konkretne warunki: grawitacja, ukształtowanie terenu, rodzaj podłoża, przepływ wody, erozja. Istnieją więc zasady i ograniczenia, w ramach których może się poruszać. A jednak z tych zasad za każdym razem wyłania się inny rysunek.

Co ciekawe, współczesne badania nad sieciami rzecznymi pokazują właśnie, że ich rozgałęzienia nie są po prostu przypadkową plątaniną. Ich kształt jest rezultatem konkretnych procesów erozji i transportu materiału.

Podobne rozgałęzione sieci odnajdujemy w zupełnie innych systemach: w rzekach, naczyniach krwionośnych czy unerwieniu liści. Nauka opisuje takie struktury między innymi za pomocą geometrii fraktalnej i bada mechanizmy, dzięki którym z prostych reguł oraz warunków powstają złożone, rozgałęzione formy.

Najpierw jednak nie wiedziałam o tym nic. Po prostu to widziałam.

Dopiero po latach odkryłam, że to, co intuicyjnie nazwałam swoim Kontrolowanym Przypadkiem, ma bardzo ciekawe odpowiedniki w matematyce i fizyce.

Jednym z nich jest rozwijane w latach 90. przez fizyka Adriana Bejana prawo konstrukcji — Constructal Law. W pracy opublikowanej w 1997 roku Bejan opisywał, jak w systemach, w których zachodzi przepływ, pod wpływem określonych ograniczeń mogą wyłaniać się zorganizowane struktury, w tym sieci przypominające drzewa.

Nie twierdzę, że moja metoda dziewiarska jest zastosowaniem prawa Bejana. Powstała niezależnie — z obserwowania świata i pracy z materią.

Ale kiedy po latach przeczytałam o fraktalach, samoorganizacji i teoriach opisujących powstawanie rozgałęzionych struktur w naturze, pomyślałam:

No właśnie. O tym mówię. :D

Istnieją reguły.
Istnieją warunki początkowe.
Istnieje kierunek.

Ale nie wszystko musi zostać zaplanowane.

I dokładnie tak dziergam.

Najpierw tworzę ramy. Wybieram formę ubrania. Dobieram przędze według kolorów, temperatury, tonacji i tego, jak ze sobą współgrają. Ustawiam je w konkretnej kolejności.

Podejmuję więc mnóstwo decyzji.

Ale w pewnym momencie przestaję próbować kontrolować każdy centymetr tego, co powstanie.

Wyznaczam zasady i puszczam proces.

Przędze zaczynają spotykać się ze sobą. Kolory układają się na wyznaczonej wcześniej formie. Jedna nitka kończy się wcześniej, druga trwa dłużej. Powstają układy, których nie mogłam przewidzieć.

Ja kontroluję warunki. Przypadek współtworzy ze mną rysunek.

Dlatego mogę stworzyć kolejną rzecz według tej samej metody, w podobnej palecie i o podobnej formie — ale nie potrafię stworzyć dwóch identycznych.

Trochę jak z rzeką.

Możemy wiedzieć, według jakich praw płynie.

Ale nie narysujemy drugiej identycznej.

I dlatego tak kocham mój proces tworzenia i dziergania, bo efekt końcowy jest dla mnie prezentem-niespodzianką.