- 23:39:00
- 0 Comments
Dzisiaj prezentuję bluzkę "nietoperz", własnej produkcji oraz zdobytą na wyprzedażach londyńskich torbę chupachupsową. Idealny lekki strój na upały lipcowe.
- 11:22:00
- 0 Comments
Wczoraj pomimo wielkich chęci do strojenia się i wyjścia w nowych szpilkach – dostałam przykaz aby ubrać się wygodnie... ponieważ był w planie dłuuugi spacer.
Czyli trzeba było sięgnąć po kompromis w stroju.
Szpilki (czarne i różowe) nadal czekają na swoje pierwsze wyjście, za to postanowiłam skrycie wystroić się w czarny satynowy gorset, który jak najbardziej nadaje się do noszenia jako odzież wyjściowa, zwłaszcza jeśli nakryje się go moherowym, lekkim, przeźroczystym swetrem.
Co prawda sam gorset jest mało dostrzegalny na poniższych zdjęciach, ale tak cudownie się w nim czułam, że jeszcze nie raz wystąpi na tym blogu jako warstwa widoczna ;) Niesamowicie kształtuje sylwetkę i podkreśla talię, aż z lekka nieprzyzwoicie. No ale tak mają działać rybaczki, plus gorset, puls okulary kocie oczy. Wygodnie też było, sandałki jak zwykle się spisały a sweter przykrył woalem tajemnicy prowokacyjną i zmysłową treść.
- 16:33:00
- 0 Comments
Dwa dni zastanawiałam się czy kupić te szpilki. Pięknie się prezentowały na półce i z daleka „wołały do mnie” – to znak! Bo kiedy „coś do mnie krzyczy” ze sklepowej półki, to jest to intuicyjny sygnał kompatybilności - mojej z wołającym przedmiotem ;)
Strażacko czerwone szpilki, lakierki – klasyka w najostrzejszym wydaniu!
Tylko gdzie, ja się w nich pokażę?
Prócz sesji zdjęciowych, nie często nadarzają się okazje do wyjść, w tak przykuwającym wzrok kolorze – z resztą to swoista prowokacja, działająca na wyobraźnię męską i w masowym przekazie, wbrew pozorom nie zawsze jest przyjemne.
W końcu skusiłam się na ich zakup – za namową pewnego, bliskiego mi Pana – ponieważ uzasadnione jest takie obuwie na nogach kobiety, idącej pod rękę w towarzystwie mężczyzny.
Czerwone szpilki długo nie czekały na swoje pierwsze wyjście. Jak grom z jasnego nieba spadło zaproszenie na Galę Moda i Styl w Sheratonie ;)
Przez buty kreacja sama się stworzyła – bo do nich pasowała sukienka dzianinowa z falbankami, czarne kryjące rajstopy, dziane, długie rękawiczki, torebka na ramię i różyczki na opasce we włosach. W mojej głowie powstał swoisty mix sięgający do klimatów pin-up oraz aktorek filmowych i tancerek paryskich z lat dwudziestych.
Dzianina sprawiła, że czułam się swobodnie. Elegancja – proszę bardzo, ale w miękkim i luźnym wydaniu :)
Rękawiczki wydziergane przeze mnie na drutach z czarnej włóczki z dodatkiem przeźroczystej nitki foliowej, mają swój niezobowiązujący urok wieczorowy i dzienny – gdy mi było za gorąco - po prostu zdjęłam je i przywiązałam do paska torebki – co też w mojej ocenie wyglądało ciekawie - a jakie praktyczne!
Powracając do szpilek, ich odcień idealnie pasował do prezentowanego Ferrari (które też do mnie wołało – ale zostawiam ten wątek bez dalszego ciągu...) i to dzięki nim powstały te zdjęcia (tu podziękowania dla pana Piotra Zyznowskiego – autora fot :)
Kreacja idealna, ponieważ czułam się pięknie, niebanalnie, elegancko i swobodnie... powiało próżnością? Ale zapewniam, że w zdrowych, szczerych proporcjach ;)
- 20:19:00
- 3 Comments
Strój to przebranie lub odzwierciedlenie mojego wnętrza – niekiedy jest to „amulet” dodający mi siły, pomagający uwierzyć w siebie, w szczęście...
Dlaczego właśnie moda – wydawałoby się próżna dziedzina sztuki – jest mi bliska od zawsze?
Chyba właśnie ze względu na szczerość i moc, która od niej płynie.
Jaka dzisiaj jestem? Czego potrzebuję aby mój dzień był udany?
Kiedy patrzę na zawartość własnej szafy – mój umysł nieświadomie dokonuje autoanalizy: jaki mam nastrój, co chce robić, jakie chcę sprawiać wrażenie (maski czasami też są potrzebne)... i sięgam wtedy po to „coś” i jeszcze „to”, wezmę „tę”.... potem patrząc w lustro rzeźbię już tylko szczegóły biżuterią oraz dodatkami i ruszam w życie ;)
- 19:58:00
- 2 Comments
- 16:04:00
- 0 Comments
Post dodany po czasie. Jednak by nadać ciągłości pisanej przeze mnie historii, powinien się znaleźć w porządki chronologicznym.
To były czasy, odkrywania siebie, swojej kobiecości, szukania właściwej drogi, której jak się okazało, pomimo jasnych wytycznych, długo nie mogłam znaleźć. Co najdziwniejsze, uważałam siebie za jedną z brzydszych istot chodzących po świecie. Dlatego na poniższych zdjęciach chowałam się za włosami. Wiele sesji zdjęciowych musiało się wydarzyć abym zrozumiała, że nie tędy droga. Na spotkaniu u psychoanalityka, usłyszałabym, że włosy musiały mi wypaść abym mogła odkryć siebie. Tak zaczyna się podróż do celu, którym jest odkrycie własnej wartości i pokochanie siebie.
Sesja zdjęciowa, którą robił kolega Szpilkowski, imienia niestety nie pamiętam. Marcin?
Wystroiłam się do niej w mój jedyny wtenczas, elegancki żakiet. Pod spód założyłam szyte z szyfonu bolerko, własnej produkcji. I uwaga! Moje pierwsze w życiu buty na obcasie! Byłam sztywna jak postacie z egipskich hieroglifów. Trema przeogromna. Zupełnie niepotrzebnie, bo prawie mnie nie widać. Za to moja koleżanka Agata, pewna siebie jak zwykle wyszła świetnie.
Nie potrafię obiektywnie ocenić tych zdjęć. Dla mnie są najpiękniejsze, albowiem to moje pierwsze foty robione przez artystę!
To były czasy, odkrywania siebie, swojej kobiecości, szukania właściwej drogi, której jak się okazało, pomimo jasnych wytycznych, długo nie mogłam znaleźć. Co najdziwniejsze, uważałam siebie za jedną z brzydszych istot chodzących po świecie. Dlatego na poniższych zdjęciach chowałam się za włosami. Wiele sesji zdjęciowych musiało się wydarzyć abym zrozumiała, że nie tędy droga. Na spotkaniu u psychoanalityka, usłyszałabym, że włosy musiały mi wypaść abym mogła odkryć siebie. Tak zaczyna się podróż do celu, którym jest odkrycie własnej wartości i pokochanie siebie.
Sesja zdjęciowa, którą robił kolega Szpilkowski, imienia niestety nie pamiętam. Marcin?
Wystroiłam się do niej w mój jedyny wtenczas, elegancki żakiet. Pod spód założyłam szyte z szyfonu bolerko, własnej produkcji. I uwaga! Moje pierwsze w życiu buty na obcasie! Byłam sztywna jak postacie z egipskich hieroglifów. Trema przeogromna. Zupełnie niepotrzebnie, bo prawie mnie nie widać. Za to moja koleżanka Agata, pewna siebie jak zwykle wyszła świetnie.
Nie potrafię obiektywnie ocenić tych zdjęć. Dla mnie są najpiękniejsze, albowiem to moje pierwsze foty robione przez artystę!
- 17:09:00
- 0 Comments
































