- 13:37:00
- 0 Comments
Dzisiejsze wspomnienie, to moherowe futro w kolorze ogniska, ciekawe czy nadal ogrzewa tę osobę do której trafiło? ;)
Powstało z setek frędzli przywiązanych do siatki.
Mam ochotę zrobić kolejne frędzlowe wdzianko - tym razem w kolorach ziemi, zgaszonych zieleni - jak odzież maskująca.
Oczywiście czas, czas i jeszcze raz czas, ale kto wie może się w końcu wszystko tak poukłada, że futro zrealizuje się wkrótce....?
![]() |
| fot. Balbina Bruszewska, postprodukcja: Peri Renata Glinkowska |
![]() |
| fot. Balbina Bruszewska, ostprodukcja: Peri Renata Glinkowska |
![]() |
| zdjęcie z sesji/mprezy nie pamiętam kto robił to zdjęcie - model: Adam Hajzer |
- 13:24:00
- 0 Comments
- 17:38:00
- 0 Comments
Trwa karnawał, zatem opowiem Wam o strojach, które szykowałam dla moich Przyjaciół na bal w Bajkowie - Centrum Rozwoju.
Oczywiście wszystko w duchu upcyklingu, oraz drugiego obiegu, a jedyna nowa rzecz to cylinder zakupiony w polskiej, rodzinnej firmie kapeluszniczej.
Pierwszym pytaniem jakie się pojawiło, zanim na dobre wzięłam się za projektowanie, było oczywiście za co się chcecie przebrać?
Odpowiedź przyszła sama.
Otóż Ewa i Paweł Gomułkowie, to niesamowicie wyraziste osobowości, dobre serca, piękne dusze, dla niektórych są jak zastępczy rodzice duchowi. Serdecznie wpierają pokiereszowanych psychicznie bliźnich. Ewa jest z zawodu psychologiem-terapeutką, lecz jej opieka wybiega daleko poza wymogi zawodowe. Obserwuję to odkąd się poznaliśmy. https://www.facebook.com/profile.php?id=100084248113972
Niemal w każdy weekend Ewa z Pawłem krążą pomiędzy Wrocławiem a Warszawą, gdzie organizują sesje ustawień wg Berta Hellingera. Właściwie to organizuje Ewa, a Paweł otacza ją oraz uczestników, męską, opiekuńczą mocą. Przepiękne energie, dlatego postanowiłam przebrać ich... za nich samych.
To był wyjątkowy proces twórczy, i by się w niego wczuć napisałam o nich krótkie opowiadanie powiedzmy baśniowo-psychologiczne.
Wybaczcie przekleństwa i wszelkie wulgaryzmy to nie mój język, ale bywają takie chwile, kiedy i ja z nich korzystam dla rozładowania napięcia. Tak sobie właśnie wyobraziłam bohatera mojego opowiadania, w chwili jego przełomu życiowego, kiedy to napięcie sięga zenitu, stąd kolokwialnie zwane, bluzgi. Wybaczmy mu, i trzymajmy kciuki za niego oraz misję Ewy i Pawła ;)
***
Obudziłem się z bólem głowy, bolącym ciałem i uczuciem
beznadziei. Kurwa, znów to samo! W sumie nie wiem kto kogo rzucił, czy ja ją,
czy ona mnie…
Nie chcę o tym teraz myśleć, nie myśleć, nie myśleć…. Chcę
spać…
W mojej sypialni panował zaduch. Zmierzwiona pościel
przykrywała mnie od góry, zasłaniała przed dziennym światłem. Na nogach miałem
spodnie, widocznie wczoraj nie uporałam się z ich ściągnięciem do końca. Choć
widać było, że próbowałem. Miały rozpięty pasek, rozporek i były zsunięte do
połowy ud.
Hmmm, nie pamiętam powrotu - umysł pomimo niemocy w ciele
zaczął się odpalać. Próbowałem poskładać wirujące fragmenty wczorajszego
wieczoru.
Byłem bardzo wkurwiony tym co się stało, widocznie musiałem
się konkretnie znieczulić… Pewnie któryś z chłopaków mnie przyprowadził… pewnie
Michał, na niego zawsze mogę liczyć… Dobrze jest mieć kumpli…
Chociaż to mi się w życiu udało – kumple.
No więc, wczoraj spotkaliśmy się w naszej knajpie, piliśmy…
i teraz jestem tutaj, w mojej sypialni…
Beznadzieja, nic ciekawego się nie wydarzyło… chyba… a teraz
rozpierdala mi łeb od środka…
Kurwa, mam 45 lat, banalne życie i cholerny ból w zamian za
kilka godzin znieczulicy. Gdyby chociaż wydarzyło się coś niesamowitego! Gdyby
chociaż to nasze gadanie miało jakiś sens, może gdybyśmy wymyślali jakieś
rozwiązania ratujące świat, żarty rozkładające na łopatki, albo chociaż
przepisy na najlepszą golonkę z grilla, to kurwa nie! Nawet nie znaleźliśmy
odpowiedzi na to, co jest ze mną nie tak??? Bo kurwa, nie przyznam im się
przecież do tego, że tak się czuję…
Zawsze tak było, zawsze czułem, że coś jest ze mną nie tak!
Zawsze niewystarczająco dobry, za wolny, za szybki, za głupi, zbyt
przemądrzały, za słaby, nieczuły…
Wiecznie albo matka, albo stary czepiali się mnie o
wszystko. Oni oczywiście kurwa idealni! Ona pani nauczycielka, dusza
towarzystwa, skupiona na wszystkich innych dzieciakach, tylko nie na mnie. On,
pan kierownik drukarni, pił ze wstydu i urojeń, że matka flirtuje ze wszystkimi
dookoła i oczywiście wyżywał się na mnie, bo kurwa nie byłem idealnym
syneczkiem z marzeń, takim jakim on sam zawsze chciał być…
No i jestem idealnym kumplem, duszą towarzystwa, nakręcam
zabawę, rozśmieszam, to umiem! Mam to po mamusi… i podszyty jestem beznadzieją
po tatusiu… kurwa, która tak boli, że żyję od weekendu do weekendu by się
znieczulić i znów stanąć w centrum uwagi, byśmy wszyscy się razem śmiali i
kurwa dobrze bawili…
A mi się marzy spokój, kobieta, która mnie pokocha, której
nie będę musiał rozśmieszać, która uśmiechnie się do mnie z miłości, tak po
prostu. Dla której będę wystarczający, która ukocha mój smutek i rozpłynie go,
by nigdy więcej mi nie dokuczał…
Z Anką nie wyszło, wiecznie niezadowolona, absorbująca, ile
można skakać wokół kogoś, tylko po to by miała odpowiedni humor na pójście do
łóżka? No, nie dam sobą tak manipulować, kolejna agentka, w moim życiu, która
nasłuchała się dobrych rad od pasiapsiółek o tym jak sterować facetami. Są na
tym świecie jeszcze kobiety bez ambicji treserki?
Mam już dość, w kółko dzieje się to samo… wszystkie kobiety
w moim życiu czegoś ode mnie chciały, coś na mnie wymuszały! Czy w ogóle
istnieją bezinteresowne kobiety?
Muszę coś zmienić, jeszcze nie wiem co, ale kurwa dojdę do tego, tylko niech mi ten kac
minie…
Mam chyba w szufladzie jakieś tabletki od bólu głowy…
Wygrzebałem coś, łyknąłem i zapadłem w sen….
*****
Poczułem że budzę się, bo ktoś mnie głaszcze po głowie…
- Synku wstawaj, ubierz się zabieramy Cię do domu – jakiś
czuły, ciepły głos kobiecy przemawiał do mnie. No tak, do mnie, bo to mnie
jakaś dłoń głaskała po głowie – powoli odpalało się logiczne myślenie…
Podniosłem powiekę jednego oka.
Nade mną pochylała się kobieta, blondynka, nieco starsza ode
mnie, może z 5 lat. Za nią stał wysoki mężczyzna w podobnym wieku co kobieta,
miał na sobie frak i cylinder a na rękach trzymał małe kudłate coś – chyba psa.
Co się kurwa dzieje! Co to za ludzie??? Przez głowę
przelatywały mi te pytania, ale nie byłem w stanie ich wypowiedzieć, albo
wykrzyczeć – bo na to normalnie miałbym największą ochotę, ale oni nie byli
groźni, a przynajmniej nie czułem zagrożenia, bo to głaskanie po głowie było
takie kojące. Więc tylko otworzyłem szerzej oczy, by jak najszybciej ogarnąć i
rozpoznać sytuację.
- Paweł zabierz jego szczoteczkę z łazienki – zwróciła się
do mężczyzny kobieta.
Facet odwrócił się i wyszedł z sypialni, zobaczyłem tylko
jakiś dziwny symbol na placach fraka. Kobieta też miała coś dziwnego na głowie,
aureolę kurwa, albo koronę. Normalnie bym wrzeszczał, by wynosili się z mojego
mieszkania, ale chyba mnie czymś odurzyli, bo czułem się w tym wszystkim
zupełnie normalnie, i sam byłem tym zaskoczony.
- Choć kochanie – powiedziała kobieta wyciągając do mnie
dłoń, a ja jak baran wstałem, podciągnąłem spodnie, włożyłem stopy w kapcie i
podając dłoń kobiecie jak przedszkolak, szurając noga za nogą, dałem się
wyprowadzić z mojego mieszkania. Jak matoł jakiś!
Mężczyzna Paweł, zamknął za nami mieszkanie na klucz, potem
wręczył mi go, a ja odruchowo schowałem do kieszeni kurtki, którą w trakcie
przechodzenia przez korytarz założyłem. Nie pomyślałem o tym, by zmienić kapcie
na buty, więc człapałem z nimi przez osiedlowe podwórko w tych klapkach.
Doszliśmy do parkingu.
Otworzyli mi drzwi do samochodu, wsiadłem posłusznie i dałem
się powieźć.
Co ciekawe nie zastanawiało mnie gdzie jedziemy, nie miało
to dla mnie znaczenia, czułem się w końcu dobrze i to mi wystarczało.
Wyjechaliśmy z miasta, przejeżdżaliśmy przez wioski, chyba
zmierzaliśmy w kierunku Ślęży. Przypatrywałem się mijanym krajobrazom za oknem,
cieszyłem się w duchu widząc pasące się krowy. Zacząłem grać z sobą w grę,
gdzie krowa była ćwierć punktem, za konia dawałem sobie pół punktu, a za sarnę
lub inne zauważone dzikie zwierzę cały punkt. Inne dzikie prócz saren się nie
trafiły, więc powiedzmy, że to za te sarny jest punkt.
Skupiony na grze niemal doznałem zaskoczenia gdy samochód
wjechał na posiadłość przez automatycznie otwieraną bramę i zatrzymał się pod
dziwną budowlą. Ni to dworek, ni to domek w stylu zakopiańskim, a trochę jak
zamek Gargamela z kreskówki. Takie jakieś to miało wieżyczki i miało się
wrażenie, że nie wszystkie trzymają pion. A może to ja miałem jakieś
zawirowania po kacu. Jakoś tak mi było, że nie chciało mi się wnikać w te
wieżyczki, oglądałem sobie je tylko i podziwiałem, bo wszystko wyglądało obłędnie.
Zostałem wprowadzony do holu, w którym przywitała nas
gromadka ludzi – dorosłych – ale cieszących się na nasz widok jak dzieci.
- Rodzice wrócili! Tata! Mama! – ryczeli szczęśliwi i
rzucili się przytulać do mężczyzny i kobiety.
- O ja pierdolę – pomyślałem sobie ale bez strachu, tylko
tak z zaciekawieniem i nawet pewną zazdrością – sam chciałbym zostać tak
przytulony – uświadomiłem sobie to, po raz kolejny zaskoczony odkryciem swoich
własnych odczuć.
- To jest Wasz nowy brat – powiedział mężczyzna wskazując na
mnie ręką, a kobieta lekko przekierowała mnie położoną na ramieniu dłonią, tak
bym stanął przed nimi, twarzą do zgromadzonych ludzi.
Gromadka popatrzyła na mnie z zaciekawieniem a jeden facet z
grupy, chudy jak tyczka, łysiejący, podszedł jako pierwszy do mnie z
wyciągniętą grabą. Za nim podążyli pozostali. Z każdym przywitałem się w ten
sam sposób, przez uściśnięcie ręki.
- Andrzej, pokaż mu gdzie śpicie – zwrócił się mężczyzna
zwany Pawłem, do faceta Tyczki.
Tyczka kiwnął na mnie głową z krótkim – Cho – i poszliśmy
Rozglądałem się dookoła, gdy szliśmy po schodach, następnie
korytarzem do naszego pokoju. Dom od środka też był dziwny, taki nierówny,
falisty i drewniano-kolorowy. To nie był efekt mojego kaca, ktoś rozmyślnie
zadał sobie trud by budynek sprawiał wrażenie falującego i nierównego.
Nasz pokój okazał się dwuosobowy, Andrzej Tyczka wskazał mi
moje łóżko. Po jego stronie pokoju, na półkach stała kolekcja samochodzików,
typowych resoraków o jakich marzył każdy chłopak w mojej podstawówce.
- To twoje? – wskazałem na autka
- Tak – odrzekł Tyczka przyglądając mi się bacznie – tata mi
kupił.
Pokiwałem głową ze zrozumieniem
- Chodź – rzekł Andrzej, wskazując na drzwi – zaraz będzie spotkanie.
Poczłapałem w tych swoich kapciach za Andrzejem, do jakiejś
sali, gdzie wszyscy siedzieli na krzesłach ustawionych w kręgu.
Kobieta w koronie i facet w cylindrze z psem na kolanach
siedzieli obok siebie.
Usiadłem na pierwszym wolnym krześle, całkowicie spokojny,
bo nie zanosiło się na jakieś krwawe obrzędy, raczej obstawiałem jakąś
przemowę.
I faktycznie, miałem rację:
- Kochani, witamy dzisiaj wśród nas nowego brata, zanim
zaczniemy ustawienia przedstawimy się wszyscy i opowiemy co tu z nami robi. Ja
mam na imię Ewa – kobieta wskazała na siebie – to jest Paweł – wskazała na
faceta we fraku - i jesteśmy waszymi rodzicami zastępczymi na czas waszego
uzdrowienia. Przez uzdrowienie rozumiemy stan, w którym sami stajemy się dla
siebie rodzicami i potrafimy sami otoczyć się miłością. Jesteście tu dlatego,
że wasi rodzice nie dali wam wzorca tej miłości, bo sami jej nie mieli, oraz
dlatego, że podjęliście decyzję o zmianie. Na naszych spotkaniach, przez
najbliższe dni, wspólnie będziemy przeczesywać czas, dzieje waszych przodków by
ponaprawiać wszystko co blokuje was przed odczuwaniem pełni miłości
rodzicielskiej.
O kkurcze – pomyślałam z nadzieją i chyba otwartą japą , bo
Ewa spojrzała na mnie
- Masz jakieś pytania synku? – zapytała, a ja nie wiedząc z
tego wielkiego zaskoczenia o co zapytać, bo nagle jakiś taki dziwny mętlik
nagromadził mi się w głowie, z trudem wycedziłem:
- yyyyy, aaa to co to jest? – wystękałem wskazując na
małego, czarnego psa, przyglądającego mi się bacznie z kolan Pawła
- To jest Mundek – odpowiedziało mi naraz kilka głosów
*******
…. I kurwa nieeeee – wywaliło mnie, obudziłem się – ja chcę
tam wrócić! Ja muszę tam wrócić! Przewalałem się w łóżku z boku na bok,
próbując zasnąć.
Nie dało rady, umysł już dziarsko działał, ciało było pełne
energii, zero kaca. Nie było mowy o powrocie do snu, zresztą zegarek wskazywał
7:13. Na telefonie upewniłem się, że jest poniedziałek, czas ruszyć dupę do
pracy.
Pełen rozczarowania poczłapałem do łazienki, odlałem się,
umyłem ręce, twarz i sięgnąłem po szczoteczkę do zębów – kubek był pusty!
KONIEC
Dzięki, że dotarliście do tego momentu ;)
Zatem, gdy już miałam zarys postaci, praca ruszyła z kopyta.
Na Vinted zakupiłam dla Pawła frak, spodnie i glany wyszukałam również odpowiedni cylinder.
Dla Ewy uszyłam suknię z szerokimi rękawami, mam na nie swój patent upcyklingowy, i otuliłam jąfilcową kamizelą z koła Głowę zaś przyozdobiłam koroną z trytytek
Oczywiście oba stroje nawiązywały do siebie i kolorystyką i magicznymi symbolami.
Najbardziej cieszy mnie to, że rzeczy te, również po balu będą używane, no może poza koroną hihi
- 16:18:00
- 0 Comments
Oto przykład tego jak można samego siebie zasabotować, gdy ma się nieprzepracowane lekcje z poczucia własnej wartości.
Otóż kila lat temu, zadzwoniono do mnie z TVP, z programu "Pytanie Na Śniadanie", jako osoby kojarzonej z dzierganiem, bym wystąpiła w odcinku z okazji Międzynarodowego Dnia Dziergania w Miejscach Publicznych.
Oczywiście ucieszyłam się bardzo, bo zazwyczaj to trzeba podziałać, by się dostać do takiego programu, a tu proszę - sami dzwonią!
W odpowiednim dniu, wstaliśmy bardzo wcześnie rano i pojechaliśmy na Woronicza 17 - adres znany mi od lat, wbity w podświadomość, kojarzony z Telerankiem, Tik-Takiem i każdym programem z lat szczenięcych.
Poznałam osobiście Qrkoko (yeah, bo od lat ją obserwuję jako współuzależnioną od dziergania i przeciekawie piszącą o swoim życiu <klik do jej bloga> )
Nie zrobiłam sobie zdjęcia na ściance, nie wspomniałam o tym nigdzie więcej, prócz opowiadania najbliższym o tej wyjątkowej przygodzie.
Dlaczego? yyyyyyy.... bo się wstydziłam? Bo to bez znaczenia? Bo porządni się nie chwalą?
- 21:01:00
- 4 Comments
Mole to zmora dziewiarek oraz ludzi ceniących sobie jakościowe
ubrania.
Można ich unikać przez lata, lecz gdy zobaczymy latającego
owada w naszym mieszkaniu powinien nam się załączyć alarm na poziomie
czerwonym!
Taki fruwający „aniołek” może oznaczać:
- W sezonie letnim, gdy otwieramy okna, przypadkowo
zabłąkanego gościa. Mole trafiają do nas od sąsiadów, przez szyby wentylacyjne lub
wprost z natury np. z ptasich gniazd.
- Że przynieśliśmy do domu „coś” (włóczki, ubranie, mebel) z
jajeczkami moli. Nie ma szans by dostrzec je gołym okiem. Co innego kokony,
które wyglądają jak mały farfocel białej przędzy, te oraz odchody larw, do
złudzenia przypominające piasek, można po wstępnych oględzinach dość łatwo namierzyć.
- Że gdzieś w naszym domu jest gniazdo produkujące żarłoczne
gąsieniczki, żywiące się naszymi kaszmirami, wełnami, futrami lub innymi
drogocennymi włóknami.
Jak widzicie mole w domu mogą pojawić się niezależnie
od tego czy jesteśmy maniakalnymi czyściochami, czy też porządek w domu, to
nieco niższy punkt na liście naszych priorytetów. Zatem jeśli wprowadzili się do Ciebie Ci lokatorzy, odetchnij z ulgą - to o niczym nie świadczy!
Jak się pozbyć tych drani, zanim zmuszą nas do kreatywnej
twórczości upcyklingowej?
TACKI
Bardzo sprawdzają się tacki na mole. Przetestowałam lepy różnych
marek, wabiące do siebie zapachem feromonów napalone motylki, i jak
dotąd najlepsze okazały się te marki BROS.
Nie jest to tekst sponsorowany, jako maniaczka włóczek,
zostałam zmuszona do zadbania o swoje skarby i uważam, że należy dzielić się taką
wiedzą, zwłaszcza po tym jak straciłam sporo kasy na niedziałające tacki.
MROŻENIE
Kolejnym zabiegiem, jest mrożenie. Zimą można wystawić na
zewnątrz, na mróz zagrożone ubrania lub włóczki. Latem, gdy ma się wolnostojącą
zamrażarkę, można przemrozić odzież zapakowaną w worek foliowy. ten zabieg skutecznie wybije i jajeczka i larwy.
A TERAZ CZAS NA HIT!
Na koniec zostawiłam perełkę!
Odkryty specyfik o wspaniałej mocy, który pomógł mi w pozbyciu się komarów z otoczenia, a który działa równie skutecznie na mole!
Naturalny BIO-Insektal, według zapewnień producenta jest zupełnie nieszkodliwy dla ludzi i zwierząt, za to dla wszelkich owadów jest prawdziwym
kilerem.
Poleciła mi go Julia Iwona Rosa, artystka/omnibus. Zachęcam
Was do odwiedzin jej profili <klik>, znajdziecie tam wiele ciekawych treści z różnych
dziedzin.
Odkąd wpadłam na pomysł by spryskiwać swoje włóczki i
ubrania tym specyfikiem, rozpoczęła się w moim życiu era wolności od moli!
KREATYWNI ASYSTENCI
No dobrze, zatem rozprawiliśmy się z molami, czas spojrzeć łaskawszym
okiem na skutki ich działań.
Dziury w swetrach i nadgryzienia w filcach to dla mnie wielka inspiracja twórcza.
Za każdym razem gdy mam naruszyć formę ubrania, boli
mnie to w jakiś sposób. Może dlatego, że nie lubię psuć czegoś co ktoś inny
uznał za skończone dzieło. Działania moli są doskonałym pretekstem do wolnych od
emocji radykalnych cięć oraz budowania niepowtarzalnych kompozycji.
Kto zajmuje się kompozycjami graficznymi, ten wie o czym piszę: otóż stworzenie kompozycji obrazującej przypadkowość jest najtrudniejsze.
Rozkładając elementy graficzne na przestrzeni tła, trudno uniknąć
powtarzalności, rytmu, wszelakich układów.
Zmagam się z tym problemem np. naszywając swobodnie
rozrzucone gwiazdki na obszarze żakietu czy płaszcza.
Gdy w moje ręce trafia płaszcz naznaczony działaniem moli,
nie mam tego problemu. Te istoty tworzą doskonałe kompozycje chaotyczne,
wystarczy w miejscu ich działań naszywać aplikacje i mam pewność, że będą
dalekie od rytmu.
To samo tyczy się cerowania swetrów.
Jeśli macie jeszcze jakieś własne kilerskie lub kreatywne sposoby na Mole, dzielcie się proszę nimi w komentarzach.
Jest to wiedza bezcenna dla twórczych osób kochających
ubrania, niech energia krąży :*
- 10:17:00
- 0 Comments


















































